Historia szkoły

 

W poszukiwaniu bazy lat 40., 50. i 60.

Zadanie napisania historii szkoły, zwłaszcza z tak odległej, bo 55-letniej perspektywy, nie jest łatwe i nigdy nie zaspokoi oczekiwań wszystkich czytelników, wśród których, jak się spodziewam, większość stanowią ludzie bardzo blisko związani z naszą szkołą. Nie chcę, by niniejszy tekst miał wyłącznie kronikarski charakter, a jedynie aby stał się pretekstem do zobaczenia dziejów szkoły z szerszej perspektywy. Kiedy spojrzymy na te kilkadziesiąt lat istnienia liceum, dostrzeżemy, że mimo licznych przeprowadzek, zmieniających się historycznych okoliczności i oczekiwań związanych ze szkołą, skupiała się ona zawsze na indywidualnym rozwoju ucznia, jego wrażliwości i talentów. Stąd tak duży nacisk na przekazywanie szeroko pojmowanych wartości humanistycznych. Korzeni Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Poznaniu, podobnie jak obecnie istniejącej Akademii Sztuk Pięknych, należy szukać w dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy to przy ul. Świętosławskiej powstała znakomicie wyposażona Państwowa Szkoła Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego. Powojenna historia szkoły zaczęła się w 1946 roku. Liceum zyskało siedzibę przy Placu Wolności 5, po sąsiedzku z Wyższą Szkołą Sztuk Plastycznych. Pierwszym dyrektorem został artysta malarz Bronisław Bartel. W 1951 roku szkoła przeniosła się do nowej siedziby przy ul. Mylnej 23. Wówczas dyrektorem został ceniony pedagog Edward Kurzyński, przez całe pokolenia nauczycieli i uczniów nazywany "Dziadkiem". Jego kilkunastoletnie kierowanie szkołą wspominane jest szczególnie ciepło, to wtedy bowiem liceum plastyczne stało się jedyną tak znaczącą placówką w zachodniej Polsce. Grono dydaktyczne wzbogaciło się o wielu wykwalifikowanych pedagogów, zarówno artystów plastyków, jak i nauczycieli przedmiotów ogólnokształcących. Do pierwszych absolwentów należeli między innymi: artysta rzeźbiarz Józef Stasiński, późniejszy wykładowca tej szkoły oraz Politechniki Poznańskiej; artysta malarz Andrzej Kurzawski, profesor Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych i Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu oraz Zbigniew Bednarowicz, znakomity scenograf, a także wieloletni wykładowca PWSSP. W latach pięćdziesiątych szkoła przeniosła się do nowego budynku przy ul. Głogowskiej 90, gdzie mieściło się także Państwowe Liceum Muzyczne. Ten fakt, jak i posiadanie wspólnej bursy dla młodzieży ze szkół artystycznych (baletowej, muzycznej i plastycznej), z pewnością przyczyniły się do integracji młodego środowiska artystycznego naszego miasta. Dobre kontakty pomiędzy szkołami trwają nadal. Mimo trudnego okresu politycznego w Polsce szkoła konsekwentnie realizowała program nauczania zmierzający do wszechstronnego kształtowania artystycznych osobowości uczniów, na co składały się coraz liczniejsze plenery, udział młodzieży w konkursach plastycznych, a także zajęcia dydaktyczne prowadzone poza szkołą w kontakcie z oryginalnymi dziełami sztuki. Już wtedy kształtował się artystyczny profil szkoły. W następnych latach to właśnie z wystawiennictwem było kojarzone liceum. Przyjęty profil miał niewątpliwy związek z zyskującymi wtedy na znaczeniu Międzynarodowymi Targami Poznańskimi. Warto podkreślić, że tak prestiżowa impreza wystawiennicza dla wielu Polaków była wtedy jedynym "oknem na świat", także w wymiarze artystycznym. W tym okresie rozpoczęła się wieloletnia, owocna współpraca szkoły z ośrodkiem plenerowym w Skokach, dokąd jeździły całe artystyczne rodziny. Dla młodych ludzi była to doskonała okazja do nawiązania bliskich kontaktów z twórcami, poznania swoich profesorów od nieco innej strony i przyjrzenia się ich pracy. Tematy realizowane w trakcie plenerów nie tylko uzupełniały program nauczania, ale stanowiły nierzadko ważną podstawę do wystawienia oceny na koniec roku. W latach sześćdziesiątych działały prężnie kabarety szkolne, teatr kukiełkowy oraz zespoły muzyczne. Pani Anna Dybczyńska, nauczycielka języka polskiego, ciepło wspomina obchody Dnia Nauczyciela, w czasie których odbywały się występy uczniów parodiujących swoich profesorów. Chociaż miały one niekiedy dość pikantny charakter, nigdy nie przekraczały granic dobrego smaku. Autorem niektórych tekstów do szkolnego kabaretu był Jonasz Kofta, późniejszy głośny satyryk i piosenkarz. Wtedy mury szkolne opuścili między innymi Krystyna Gałdyńska, dziś pisarka i felietonistka, znana bardziej jako Krystyna Kofta, a także aktorzy Marek Barbasiewicz i Józef Nowak. Wśród absolwentów lat sześćdziesiątych nie brakowało wybitnych artystów plastyków, którzy nierzadko są dziś profesorami uczelni artystycznych: Lech Ratajczyk, Wojciech Mźller, Izabela Gustowska i Dobrochna Jurczak-Świtka. W 1963 roku liceum przeżyło kolejną, tym razem ostatnią, przeprowadzkę do starego gmachu po szkole podstawowej przy ul. Junikowskiej 33 (obecnie 35). Tak jak poprzednie, i ten budynek został zaadaptowany dla potrzeb uczelni artystycznej. Jego przystosowanie początkowo miało charakter doraźny, dopiero w latach siedemdziesiątych dokonano niewielkich przeróbek i stworzono odpowiednie pracownie: malarstwa, wystawiennictwa, rzeźby i fotografii. 

 

Gierki programowe lat 70.

Wczesnymi kolejnymi dyrektorami szkoły byli: historyk Stanisław Gołębiowski, artysta malarz Rajmund Dybczyński oraz Wanda Dembska, polonistka. Pod ich kierunkiem grono pedagogiczne prowadziło prace nad sformułowaniem takiego profilu kształcenia, który pozwoliłby młodzieży na jak najbardziej twórczy i wszechstronny rozwój, jak również odpowiadałby potrzebom czasów i miejsca, w których szkoła funkcjonowała. Profil ogólnoplastyczny zaczął ewoluować w kierunku wystawiennictwa, które stało się wiodącym przedmiotem zawodowym w następnych dekadach. Jednocześnie szkoła nigdy nie zatraciła humanistycznego charakteru, dzięki któremu absolwenci mogli rozpoczynać studia także na kierunkach uniwersyteckich (polonistyka, kulturoznawstwo, historia sztuki, filologie obce etc.) i na innych uczelniach artystycznych. Zdecydowana większość absolwentów kontynuowała jednak studia plastyczne lub wybierała architekturę na politechnice, a po obaleniu żelaznej kurtyny także na uczelniach zagranicznych. Pod koniec lat siedemdziesiątych w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych otwarto drugi kierunek zawodowy Đ formy użytkowe. Inicjatywa ta była zgodna z ogólnopolską tendencją zmierzającą do uzawodowienia tego typu placówek. Wzbudziła liczne kontrowersje, jednak szkoła przyjęła taką formułę, i może poszczycić się wygrywanymi konkursami oraz zrealizowanymi projektami.

Dekada Gierkowska wiązała się z otwarciem na świat, które zaznaczyło się także w szkolnictwie. To wówczas poszerzono zakres nauczania przedmiotów, zainicjowano fakultatywne wycieczki szkolne pozwalające uczniom poznawać dziedzictwo kulturowe swojego regionu i kraju. Organizowano ogólnoszkolne wyjazdy na wystawy, umożliwiające uczniom liceum świadomy i aktywny udział w kulturze. Także wtedy, z inicjatywy romanistki Aleksandry Bergandy i przy poparciu dyrektor Wandy Dembskiej, rozpoczęły się pierwsze wymiany zagraniczne, w czasie których młodzież naszej szkoły miała okazję poznać kulturę Francji. Dla wielu młodych ludzi wyjazdy do Francji były pierwszym kontaktem z Europą Zachodnią. Trzeba pamiętać, że działo się to w czasach, kiedy podróże w tę stronę należały do rzadkości. Wśród absolwentów liceum tej dekady spotkać można nie tylko wykładowców ASP, ale także obecnych pedagogów naszej szkoły.

 

Stan przemian lat 80.

początek lat osiemdziesiątych kojarzony jest z przemianami społeczno-politycznymi w Polsce, z nadejściem opozycyjnej epoki. Powiało nowym myśleniem, co znalazło swój oddźwięk w pierwszych miesiącach dyrektorowania pani Jarosławy Pawletty. Wówczas grono pedagogiczne wzbogaciło się o kilku nowych nauczycieli, którzy szybko zyskali uznanie uczniów. Szczególną sympatią został obdarzony nauczyciel historii Przemysław Bandel, znakomity wykładowca, erudyta, z poczuciem humoru, "zawsze sprawiedliwy". Nawiązano liczne kontakty z innymi szkołami artystycznymi, zwłaszcza z wrocławskim liceum. Wspólnie organizowano koleżeńskie wystawy i wymieniano doświadczenia w czasie spotkań nauczycieli liceów plastycznych całej Polski. Poznańskie liceum zajmowało wysokie miejsce w rankingach szkół artystycznych w kraju Ten intensywny rytm został zahamowany przez wprowadzenie stanu wojennego, co dla szkoły oznaczało powrót do swego rodzaju pracy "pozytywistycznej". Jakże aktualne stało się wtedy hasło "róbmy swoje". Jeden z ówczesnych absolwentów, a obecny nauczyciel liceum, Maciej Mazurek, polonista i kulturoznawca, wspomina: "(...) peryferyjne usytuowanie liceum plastycznego czyniło je w wyobraźni wielu jakąś oazą wolności". I rzeczywiście szkoła była taką przestrzenią wolności w tych szczególnie trudnych czasach. Właśnie wtedy obowiązki dyrektora pełniła Halina Kamieniarz. Była chyba jedynym szefem szkoły rzadko korzystającym ze swojego gabinetu. Zawsze starałasię być blisko uczniów i nauczycieli. Zarządzanie szkołą odbywało się z pokoju nauczycielskiego, w którym pani dyrektor dysponowała zaledwie metrem kwadratowym stołu! Ale to właśnie tutaj zapadały ważkie dla szkoły decyzje, których podejmowanie miało charakter demokratyczny, co podkreśla wielu jej współpracowników. Pani Kamieniarz z uwagą wysłuchiwała różnych koncepcji i opinii wyrażanych przez nauczycieli. Choć nie była plastykiem, ale filologiem i prawnikiem, doskonale rozumiała potrzeby środowiska artystów i szkoły o tak specyficznym profilu. Jeszcze nigdy grono pedagogiczne nie było tak zaprzyjaźnione jak w tamtym okresie. Pod koniec kadencji Haliny Kamieniarz sukcesem zakończyły się zabiegi o zmianę patrona szkoły, którym został Piotr Potworowski. Warto także odnotować rolę długoletniego wicedyrektora szkoły Edwarda Gazińskiego, artysty plastyka, który ściśle współpracował z dyrektor Kamieniarz.

 

Swobody wyboru lat 90.

Lata dziewięćdziesiąte stanowią całkiem nieodległą przeszłość, którą pamięta większość obecnych pracowników szkoły. Mimo wielu zmian, jakie narzuciła szkolnictwu nowa sytuacja polityczno-gospodarcza kraju, w liceum niewiele się zmieniło. Być może najważniejszym był powrót do nauczania jednego przedmiotu kierunkowego Đ wystawiennictwa, ze szczególnym naciskiem na projektowanie graficzne. W oparciu o ministerialne założenia opracowano autorski program nauczania przedmiotów plastycznych. Szczególnej rangi nabrały wprowadzone już w połowie lat osiemdziesiątych aneksy do dyplomu z malarstwa, rysunku, rzeźby, fotografii i liternictwa, które stały się dla uczniów okazją do dokonania samodzielnego wyboru i zaprezentowania swego dorobku w szerszym kontekście. Przeformułowaniu poddano niektóre przedmioty, pojawiły się też nowe, tj. kulturoznawstwo, muzyka (nasze liceum, jako jedyne w Polsce wprowadziło autorski program nauczania tego przedmiotu), etyka, warsztaty komputerowe. W tym czasie dyrektorem szkoły był Marek Stawujak, kulturoznawca i fotografik, który rozpoczął przystosowywanie szkoły do zmieniających się błyskawicznie oczekiwań wobec sztuk plastycznych. Szczególny nacisk położył na odpowiednie budowanie wizerunku współczesnej szkoły, która powinna odgrywać istotną rolę w życiu miasta. Za jego kadencji zacieśnieniu uległy kontakty liceum z Akademią Sztuk Pięknych, a profesorowie ASP byli zapraszani na szkolne wystawy, plenery oraz brali udział w pracach komisji dyplomowych. Przeprowadzono drobne remonty w szkole, co jednak nie rozwiązało problemów lokalowych placówki. Od 1998 r. obowiązki dyrektora liceum pełniła Ewa Katarzyna Pietralik, artysta plastyk. W 2001 roku stanowisko dyrektora PLSP objął Andrzej Syska, artysta plastyk, wykładowca w poznańskiej ASP, który podjął się przeprowadzenia szkoły przez niełatwy okres transformacji narzucony przez reformę oświaty. Na 55 lat historii szkoły składają się nie tylko wspomniane wydarzenia, ale w równym stopniu ludzie, którzy w nich uczestniczyli. Nie sposób wymienić wszystkich profesorów liceum. Wszak każdy uczeń i absolwent mógłby przywołać swoich własnych ulubieńców. W tym miejscu wspomnijmy niezwykłe i barwne osobowości pedagogów, których sylwetki najczęściej powracają w rozmowach nie tylko z okazji zjazdów rocznicowych. Większość z nich poświęciła naszej szkole niemal całe zawodowe życie, bowiem pracowali w liceum dwadzieścia i trzydzieści lat. Przypomnijmy sobie zatem postać artysty malarza Edmunda Łubowskiego, seniora słynnej poznańskiej rodziny artystów, którego dwaj synowie Maciej i Paweł byli również nauczycielami liceum, a wnuk Rafał jego absolwentem; małżeństwo Annę i Rajmunda Dybczyńskich, niezapomnianą polonistkę, o niespotykanej już kulturze osobistej i malarza; biologa Andrzeja Tschuschke, ulubieńca kilku pokoleń uczniów; słynącego z dosadnych komentarzy i ripost Jana Olejniczaka, który wprowadzał młodych ludzi w tajniki warsztatu wystawiennika; Annę Dąbrowską, malarkę, której poczucie humoru i talent do "zarażania" pomysłami młodzieży były iskrą zapalną dla działań parateatralnych i kabaretowych odbywających się w naszej szkole; Delfinę Szczerbal, rzeźbiarkę o ujmującej pogodzie ducha i ciepłym stosunku do ludzi; wspomnianą wcześniej dyrektor Halinę Kamieniarz, która budziła respekt wśród braci szkolnej, ale której niepowtarzalne określenia na trwałe weszły do słownika każdego absolwenta, a zielony trabant stał się niezbędnym rekwizytem w otoczeniu szkoły; Bogumiłę Guziołek-Nowak, rzeźbiarkę i absolwentkę naszej szkoły, ciepłą, matczyną i do dziś zaprzyjaźnioną z całymi pokoleniami absolwentów; Urszulę Brylewską-Łukomską, malarkę (wieloletniego kierownika sekcji plastycznej), której niejeden absolwent zawdzięcza malarskie szlify i otwartość na różnorodne tendencje w sztuce, niestrudzoną propagatorkę obcowania z oryginalnymi dziełami sztuki i aktywnego uczestnictwa w kulturze Đ dla wielu jest ona nadal wzorem pedagoga, który żywo interesuje się dokonaniami swoich uczniów; Krystynę Germanini, historyka sztuki, słynącą z dobrego gustu i elegancji (w tym miejscu trzeba podkreślić, że jej pasja w prezentowaniu dziejów sztuki nie pozostawiała obojętnymi nawet najbardziej zatwardziałych uczniów); Elżbietę Krygowską-Butlewską, artystę grafika, której konsekwencja i wysokie wymagania potrafiły wykrzesać z uczniów to, co najlepsze; Annę Ciastowską, nauczyciela wychowania fizycznego, wieloletnią opiekunkę samorządu szkolnego, która heroicznie starała się zaszczepić w młodych adeptach sztuki nawyki sportowego trybu życia; wspomnianą już romanistkę Aleksandrę Bergandy; Barbarę Nowaczyk, matematyczkę o "gołębim sercu". Nie zapominajmy także o rodzinie Tomaszewskich, a szczególnie pani Krystynie, która prawie od początku była "najdowcipniejszą panią woźną na świecie". Jej wspaniałe kanapki serwowane podczas przerw w egzaminach, na imprezach i balach przeszły do historii. Liczne grono absolwentów, artystów i sympatyków liceum odgrywa istotną rolę w życiu kulturalnym naszego miasta i kraju. Wielu z nich pracuje za granicą, znaczna część zajmuje się sztuką zawodowo, nie tylko jako jej twórcy, ale jako ludzie, którzy ją wspierają, propagują i pomagają się jej rozwijać, tak jak czyni to Włodzimierz St. Gorzelańczyk, nasz absolwent, były nauczyciel i wicedyrektor, a obecnie dyrektor Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Miasta Poznania. Nie sposób zawrzeć na kilku stronach tak bogatej i barwnej historii naszej szkoły. Niech tekst ten będzie tylko przyczynkiem do wspomnień, a może zainspiruje kogoś do napisania wyczerpującej historii Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Poznaniu, szkoły oryginalnej, twórczej i niebanalnej, o której krążą opowieści na ile prawdziwe, niech Czytelnik oceni samodzielnie. Na koniec pragnę podziękować wszystkim, którzy podzielili się ze mną swoimi wspomnieniami, a zwłaszcza pani Urszuli Brylewskiej-Łukomskiej, bez której tekst ten by nie powstał.

 

 

 

Karolina Prymas
Poznań, czerwiec 2002

Liceum Plastyczne im. Piotra Potworowskiego w Poznaniu

ul. Junikowska 35
60-163 Poznań

sekretariat (at) lp.poznan.pl
tel. +48 61 868 48 68
fax +48 61 868 48 68

kom. +48 798 210 608